150. rocznica bitwy pod Waliłami w ramach wojewódzkich obchodów 150 rocznicy Wybuchu Powstania Styczniowego. Wydarzenie objęte honorowym patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego

Ścieżka historyczna - założenie

Powstanie Styczniowe 1863 roku, podobnie jak wiele innych wydarzeń w naszej bogatej historii, związane jest w ogromnej mierze z obszarami leśnymi. Nie poddając się tak łatwo naporowi cywilizacji i zmianom jakie ona niesie lasy stały się swoistą skarbnicą pamiątek dawno minionych wydarzeń przechowując je do naszych czasów.

Las zachował też, często w niemal niezmienionym kształcie, miejsca będące areną dawnych dramatycznych wydarzeń. By je przybliżyć turystom leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku oraz nadleśnictw: Czarna Białostocka, Supraśl, Żednia i Waliły przygotowują ścieżkę Szlakiem Powstania Styczniowego.

Prowadzi ona przez miejsca związane z dramatycznymi wydarzeniami Powstania Styczniowego nie omijając jednak też tych związanych z innymi epokami. Na jej trasie znajdują się pola bitew, powstańcze mogiły, pomniki oraz takie obiekty jak cmentarz wojenny żołnierzy poległych w 1831 roku pod Sokołdą, ekspozycja historii Puszczy Knyszyńskiej czy Leśna Galeria Rzeźby poświęcona Powstańcom 1863 roku.  Na trasie ścieżki znajdą się m.in. wieża widokowa, kładka przez bagna, tablice informacyjne oraz wiaty i zadaszenia.

Mamy nadzieję, że ścieżka ukazująca tak naturalny dla tych ziem splot przyrody i historii stanie się ważnym punktem na mapie turystycznej Podlasia.

Zapraszamy!

 Ścieżka przeznaczona jest dla turystyki pieszej i rowerowej. Jej długość wynosi 71km.. Można ją pokonać w całości w ciągu kilku dni jak też odwiedzić tylko wybrane, interesujące turystę  fragmenty lub punkty. Najważniejsze z nich to:

  1. Czarna Białostocka – historia i współczesność puszczańskiej kolejki
  2. Rezerwat Taboły – Góra Powstańców
  3. Rezerwat Budzisk – miejsce powstańczego obozu
  4. Kopna Góra – dwie powstańcze historie – cmentarz wojenny 1831 roku – ekspozycja historyczna – arboretum – wiata rekreacyjna
  5. Miejsce straceń – Leśna Galeria Rzeźby 1863
  6. Góra św. Jana – powstańcza mogiła, wieża widokowa
  7. Królowy Most – powstańczy punkt zborny w kaplicy św. Anny – Napoleoński Trakt
  8. Wieś Popówka – tragiczny rok 1943
  9. Bitwa pod Piereciosami – powstańcza mogiła
  10. Zbiornik wodny Wyżary – wiata rekreacyjna

  *****

 Dziadek dostał astudy. Tako wysypke na rencach. Powieźli jego do Wierzchlesia, do Agaty. To była babka co odczyniała rozmaite skórne choroby. A po drodze na krzyżówce stary taki, Bóg wiedzieć ile jemu lat, dąb stoi i chrościk na nim.

 Jado. Dojeżdżajo do dęba, a tam pełno wojska, kozaki na koniach… I nie dajo przejechać. Pod dębem stoi fura i na niej trzy ludzi razem związane. Żołnierz założył im jedna pętla na szyje i pognał koni. Oni powiesili się ale nie mogli skonać, drygali. To kozaki łapali za nogi i wieszali się na ich. To byli mietieżniki i one jest pochowane po drugiej stronie drogi. Tam chyba jeszcze krzyż jest? Trzy lata temu ja jeszcze jego widział. Bez poprzeczki, ale jeszcze stał.

Dąb z opowieści stoi do dzisiaj, postawiono też nowy krzyż.. Ile jest jeszcze takich miejsc w Puszczy Knyszyńskiej? Wiele spośród zmurszałych krzyży lub rosochatych dębów stojących na leśnych rozdrożach to niemi świadkowie historii. Odchodzą już ostatni ludzie, którzy mogli powtórzyć związane z nimi opowieści rodziców i dziadków. Na naszych oczach zrywają się ostatnie ogniwa łańcucha łączącego nas z minionymi pokoleniami. To co nie zostało do dziś utrwalone, zapisane, zapewne przepadnie na zawsze. A to co udało się uratować od zapomnienia trzeba jeszcze przywrócić społecznej świadomości. To właśnie próbują robić leśnicy w Puszczy Knyszyńskiej.

 *

Na wieść o wybuchu powstania w Królestwie w styczniu 1863 roku, również na odciętej rosyjską granicą białostocczyźnie zapanowały nastroje patriotyczne. Młodzież masowo uciekała za granicę do pobliskich oddziałów powstańczych. Ludność szykowała się do walki. Żołnierzy nie brakowało, naczelników było pod dostatkiem. Brakowało broni.

Partia białostocka działająca w Puszczy Knyszyńskiej zebrała się w końcu kwietnia 1863 roku. W punkcie zbornym w stawili się urzędnicy, studenci, oficjaliści i drobna szlachta. Dużą część oddziału tworzyli uczniowie szkoły leśnej w Sokółce. Tylko połowa spośród ochotników miała broń palną, reszta uzbrojona była w kosy. 25 kwietnia powstańcy przeszli do ostępu Starzynka w pobliżu Cieliczanki, gdzie dołączyli kolejni ochotnicy. W niedzielę 25 kwietnia partyzanci uformowani w pododdziały weszli do Sokołdy. Zgromadzonym chłopom odczytano Manifest Rządu Narodowego. Tego samego dnia ruszono dalej. Założono nowy obóz położony koło Talkowszczyzny, w uroczysku leśnym zwanym również Starzynką.

Po krótkim odpoczynku oddział przemaszerował do Lipowego Mostu. Tu, na polanie, odczytano mieszkańcom manifest Rządu Narodowego. Następnie rozłożono w tym miejscu obóz a w jednej z chałup urządzono kancelarię (… pomiędzy warsztatami tkackiemi wśród dzieci i gęsi, wydawano rozkazy i odliczano pieniądze1)). Do oddziału dołączyli dowódcy: naczelnik wojskowy grodzieńszczyzny pułkownik Onufry Duczyński oraz mianowany szefem sztabu, kapitan Walery Wróblewski - wcześniej inspektor szkoły leśnej w Sokółce. To na nim spoczywał główny ciężar organizowania i kierowania siłą zbrojną województwa grodzieńskiego. Liczący już ponad 400 ludzi oddział zorganizowano w pięć kompanii: trzy kompanie szlachecko-kosynierskie, jedną kompanię kosynierską i oddział jazdy dowodzony przez Kazimierza Kobylińskiego.

Postój znów nie trwał długo. Tropiony przez Rosjan oddział zmuszony był do ciągłego przemieszczania się. 29 kwietnia o wschodzie słońca „leśni” zatrzymali się w ostępie Komotowszczyzna w pobliżu Walił. Przylegający do strumienia płynącego u podnóża wzgórz Piereciosu i otoczony bagnami obóz wydawał się bezpieczną przystanią. Tylko się wydawał. Tuż przed godziną 16 nastąpił atak. Na systematyczny ostrzał karabinowy i artyleryjski Rosjan powstańcy mogli odpowiedzieć ogniem posiadanej przeważnie, ładowanej od lufy, broni myśliwskiej, z której strzelano głównie loftkami i śrutem. Partyzanci musieli się wycofać pozostawiając na pobojowisku 32 poległych towarzyszy. Była to największa bitwa Powstania Styczniowego na terenie Puszczy Knyszyńskiej, zwana bitwą pod Waliłami.

W trzy tygodnie później odwiedził to miejsce uczestnik bitwy tak opisując pobojowisko:

Przed ruczajem od wejścia naszego wznosiła się podłużna mogiła z prostym niewielkim krzyżem, a w niej spoczywało 32 poległych, pogrzebionych przez włościan, wobec władz moskiewskich, mieli to być wszystko nasi; szmaty odzienia i papierów walały się po ziemi okrytej śladami ludzi i koni, a swąd był wokół nieznośny, w jednem miejscu dogniwał koń zabity i kruk kracząc, krążył nad nim; w wielu miejscach świeżo były nadrąbane drzewa, od wydobywania kul, które w nie zagrzęzły”1)

W połowie maja rozbite siły powstańcze poczęły na nowo gromadzić się na niedostępnym obszarze bagien i moczarów uroczyska Budzisk. Dobrze ukryci powstańcy urządzili solidny obóz: „A wszędzie po lesie stoją szałasy w rzędy , z dachem ułożonym z kory, opuszczonym do ziemi, a bokami wyplecionymi z jedliny. A przed szałasami ogniska i po nad niemi wiszą kociołki, z których po zgotowaniu jemy kaszę łyżkami z odpowiednio wyciętej i  wygiętej kory. A wbok od szałasów mamy wozy i arsenał i kuźnię i rymarzy i nieco dalej jamy gotowe, dla ukrycia rzeczy, którychbyśmy nie mogli unieść.”2)

      Przez 17 dni powstańcy zażywali spokoju i odpoczynku. Od wschodu do zachodu słońca ćwiczyli się w musztrze a „lasy odbijały echo komend…” 1 czerwca nadszedł sygnał o Rosjanach zmierzających wprost do Budziska. Powstańcy zmuszeni zostali do wyjścia na łąki pod Dworzyskiem i podjęcia marszu w kierunku Sokołdy. „Wieczorem na górze pod rzeką Sokołdą stanęły kompanje jedna za drugą; słońce świetnie zachodziło; cicho wysyłając na dolinę po kilku, czerpano wodę z rzeki i gaszono pragnienie zmęczonych żołnierzy, a gdy ściemniało napojono konie.”2). O 11 wieczorem wyruszono w dalszy marsz. Nazajutrz rano oddział wyszedł z puszczy pod Piłatowszczyzną. „Na polu, pod lasem kłosowało zboże, na łące, przy strudze kwitły wszelkich barw kwiaty: cały oddział samowolnie stanął i pomimo rozkazu maszerować naprzód, rozsypał się po zbożu i kwieciu. Ochotników tułających się po głuchych, ciemnych i wilgotnych ostępach owiało słodkie pól powietrze i uczucie rodzinnego życia ogarnęło: zrozumiał uczucie Duchyński i nie nalegał.”2)

Nie dziwi to rozrzewnienie żołnierzy. Wszak ich codzienne życie wyglądało zgoła nieciekawie: „Nędza była nie do opisania. Bielizna przeważnie nie dochodziła do naszych rąk, a jeżeli dostawaliśmy ją to ze starych worków tak, że trudno ją było nosić. Robactwo jadło wszystkich tak, że od ciągłego drapania porobiły się strupy. Często po przemoknięciu do suchej nitki całe ubranie wysychało na ciele. Głodowaliśmy bardzo często. Pożywieniem, jeżeli w ogóle dostawaliśmy je, była najczęściej wódka, słonina i chleb. Każdy otrzymywał kwartę spirytusu na dzień, którą wypijał, zakasując słoniną. Ciepła strawa zdarzała się bardzo rzadko. Spanie odbywało się na koniu. Tak do tego przyzwyczailiśmy się wszyscy, że cały oddział często zasypiał w marszu. Na odpoczynkach – opatrzenie konia, napojenie i nakarmienie – zajmowało tyle czasu, że na spanie już go brakło, a o konia każdy dbał bo od niego zależało życie. (…)2)

Mimo codziennego znoju trzeba było jeszcze walczyć z wrogiem. Coraz częściej bili się nie o zwycięstwo lecz o przeżycie:

 (…) Ja trafiłem na jakąś drożynę, którą zmykałem pełnym galopem. Za mną pędził ułan. Posłyszałem jego wołanie:

„Poddawajsia miatieżnik, a to ubju”

Obejrzałem się. Był w paru krokach. W ręku trzymał szablę podniesiona do cięcia. Spojrzałem w bok. Były głębokie rowy, skręcić niepodobna. Czułem, że moja kobyła słabnie, a ułan musi się zbliżać. Rewolwer miałem wystrzelony, a sztucer nabity podczas przejazdu brodem. Obróciłem się – mierząc. Kozak by uciekł, a ułan krzyknął:

- „Strelaj a ja budu rubat”

Wiedziałem, że jeżeli spudłuję to zginę. Zdecydowałem się momentalnie na fortel. Nagle osadziłem silnym szarpnięciem moją klacz na zadzie. Ułan przeleciał w całym pędzie mimo – rąbnął mnie, ale zdążyłem zasłonić się sztucerem.

Mając go przed sobą, niemal przyłożyłem lufę do jego pleców i wypaliłem. Jęknął i zwalił się z konia.

(…) przy naszym wyczerpaniu każda walka stawała się coraz trudniejsza, bo siły częstokroć zawodziły.1)

*

(…) Postanowiłem iść swoim śladem do gościńca, gdzie padł mój koń. (…). Odnalazłem go z łatwością. Leżał biedak na środku drogi. Jakże szczerze go żałowałem. Był mi najlepszym przyjacielem przez cały czas mojej „wojaczki”, wielokrotnie życie mi uratował. Nie było wypadku, ażeby potknął się w największym pędzie.

Raz zdarzyło się (…) że wysłani na podjazd uciekaliśmy w 6 na przełaj przez łączkę. Tuż za nami pędzili kozacy. Wpadliśmy w pełnym pędzie na pasmo lodu. (…). Moja klacz miała wtedy podkowy zupełnie tępe – rozstawiła więc nogi i przejechała na druga stronę jak na łyżwach. Tam padła na kolana lecz zaraz zerwała się do biegu. Za mną przejechał jeszcze kolega Cieślikowski na koniu ostro kutym. Cztery pozostałe konie popadały, podnosiły się i znowu upadły. Chcąc towarzyszy ratować zaczęliśmy strzelać do kozaków. To ich na razie powstrzymało, ale niebawem zaczęli objeżdżać bokiem. Ich konie wcale nie kute, chodziły powoli po lodzie jak psy. Tylko jeden zdołał ujść, a nawet przeciągnąć po brzegu swego konia. Trzej inni zginęli.

Tak stojąc nad drogim moim koniem i wspominając jego zasługi, z żalem myślałem, że z podobnej opresji już mnie nie wyniesie, że muszę iść dalej o własnych słabych siłach.2)

przypisy

1)       Ignacy Aramowicz – „Pamiętnik o ruchu partyzanckim w województwie grodzieńskim w 1863-1864r.”

2)       Paweł Powierza – „Wspomnienia z Powstania Styczniowego 1863 roku”

 

Krzysztof Łaziuk

Nadleśnictwo Supraśl

addlink,unlink,|,insertdate,inserttime, addFile, addAttachment